8. Paweł

sobota, 15 sierpnia 2015


Listopad nie rozpieszczał pogodą; często padał deszcz, do tego ciągle wiało, wilgotne powietrze potęgowało poczucie zimna, a niebo przytłaczało swoim szarosinym kolorem. Drzewa pozbawione liści wydawały się nagie. Ludzie przytulali się do swoich płaszczy, poprawiali szale i z przekleństwem na ustach otwierali parasole, wychodząc na zewnątrz. Przez kilka pochmurnych dni słońce było tylko marzeniem – od ostatniej soboty nie zdarzył się dzień, aby pojawiło się ono na niebie. Aż do piątku – wtedy właśnie zaczęło się trochę poprawiać, pogodniejsza jesienna aura dała chwilę wytchnienia od chłodu i deszczu. 
Wszystkie poprzednie dni upływały Roksanie przede wszystkim na pełnieniu obowiązków pani domu. Dziwiło ją, że czuła się z tym dobrze; ba, czasami przygotowanie obiadu dla obojga, dla niej i Pawła, czy zrobienie zakupów sprawiało ogromną przyjemność. Jednak zdawała sobie sprawę, że do piątkowego wieczoru musi czymś zająć ręce i myśli, a sprzątanie mieszkania wydawało się znacznie lepsze niż siedzenie i gapienie się w ścianę – inaczej do planowanego na początek weekendu bankietu oszalałaby całkowicie. Czekała na piątek – czuła, że w ten dzień jej życie może zmienić się na lepsze, bo w końcu zacznie wychodzić na prostą. Do tej pory miała wsparcie Pawła, ona sama zapewniała siebie i jego, że jest gotowa coś zmienić w swoim życiu, ale wiedziała, że samo gadanie na nic się nie przyda, jeśli w końcu nie weźmie spraw w swoje ręce – firmowe przyjęcie wydawało się idealnym początkiem na wprowadzenie zmian. Chęć udowodnienia sobie i światu, że da sobie ze wszystkim radę była u Roksany bardzo silna. 
Od kilku dni dziewczyna miała też znacznie lepsze samopoczucie. Samo przebywanie w towarzystwie Pawła sprawiło jej wielką przyjemność. On też wyglądał na zadowolonego, wcale tego nie ukrywał. Poświęcali sobie znacznie więcej czasu, w dodatku unikali wszelkich konfliktów, a jeśli pojawiało się jakieś drobne spięcie, błyskawicznie zostawało obracane w żart i równie szybko zapomniane. Ich znajomość zaczęła przypominać sielankę. Roksana żałowała, że nie było tak od samego początku i stracili kilka dni. Nie myślała, dokąd tak naprawdę zmierza ich krótka znajomość, podświadomie jednak wierzyła, że jej relacja z Pawłem może zmienić się w coś poważnego i są ku temu na najlepszej drodze. To wszystko sprawiało, że uśmiech nie schodził z jej ust. Kiedy jednak pojawiała się myśl, że ta sytuacja jest niedorzeczna, bo przecież znali się niecały tydzień, zawsze gdzieś w pobliżu pojawiał się Paweł, który nawet jednym muśnięciem dłoni potrafił zagłuszyć największe wątpliwości. Jego bliskość była uzależniająca i kojąca. Roksanie wydawało się, że pośród tych wszystkich problemów znalazła wreszcie swoje szczęście, na które tak długo czekała. Nie chciała zmarnować takiej szansy, bo uważała, że kolejna może się nie trafić. 
Kilka słodkich dni i nocy sprawiło, że dziewczyna zdążyła zapomnieć, jaka naiwna była naprawdę. 
Piątkowe popołudnie nastąpiło szybciej, niż Roksana się spodziewała. Cały tydzień żyła trybem wyznaczonym przez Pawła – kiedy on przebywał w biurze, zajmowała się domowymi obowiązkami, a gdy wracał, całkowicie poświęcała się mężczyźnie. Tym razem nie czekała na niego, przygotowała tylko szybki obiad dla siebie i skupiła się na sobie, chciała dobrze prezentować się w nowej pracy. Odpowiednie ciuchy, subtelny makijaż – nie przypominała siebie sprzed kilku dni. Przed wyjściem zerknęła ostatni raz w lustro, wciąż nie mogąc przyzwyczaić się do zmienionej fryzury.
Pobiegła na tramwaj, zanim Paweł zdążył zjawić się w mieszkaniu. Wiedziała, że miał się jeszcze pojawić przed bankietem, ale sama musiała stawić się o osiemnastej pod wskazanym przez Krzysztofa adresem. Dotarcie z centrum na kraniec miasta zajął Roksanie około czterdziestu minut. Wzięła pod uwagę korki i przesiadkę w autobus, jednak podróż minęła wyjątkowo gładko, bez problemów. Tym sposobem dziewczyna zjawiła się na miejscu kilka minut przed czasem. 
Lokal znajdował się we wschodniej części Poznania – Roksana słabo znała tę okolicę. Według wskazówek nawigacji w telefonie po wysiadce z autobusu skręciła w prawo i szła prosto aż do końca ulicy. Przeklęła pod nosem, idąc prawie w ciemnościach; po jednej stronie mijała pola, po drugiej wolnostojące domy, a droga wciąż nie miała końca. Dopiero kiedy minęła wszystkie budynki, dostrzegła swój cel. Musiała jeszcze przejść dwieście merów i minąć słabo oświetlony, dość duży parking. Spodziewała się lokalu, który z wyglądu przypominać będzie szlachecki dworek, jednak trafiła na dosyć nowoczesny dwupiętrowy budynek, z podświetlonymi oknami sięgającym ziemi. Z tyłu znajdował się ogród, na górze spory taras, o tej porze roku niestety bezużyteczne. 
Roksana spojrzała na zegarek: siedemnasta pięćdziesiąt. Wokół było ciemno, nie wyglądało również, aby ktoś kręcił się w środku. Zwątpiła, czy aby na pewno trafiła w odpowiednie miejsce, postanowiła jednak sprawdzić wejście z tyłu budynku, jakieś powinno się tam znajdować. Po chwili jednak na parking wjechał samochód, zaparkował w najbardziej oddalonym miejscu od lokalu. Wysiadła z niego drobna, niewysoka dziewczyna, na oko w jej wieku lub nieco młodsza. Roksana postanowiła na nią poczekać, przyglądały się sobie nawzajem. W końcu nowo przybyła odezwała się pierwsza, gdy zbliżyła się na odpowiednią odległość. 
– Hej – przywitała się wesoło, otulając szczelnie szarym szalem – też jesteś od Krzysztofa? 
– Tak – przytaknęła, uśmiechając się do nowej koleżanki. – Właśnie się zastanawiałam, czy nie zabłądziłam, ale wygląda na to, że dobrze trafiłam. Tak w ogóle, jestem Roksana. 
– Sabina – przedstawiała się. – Pracowałam już dla Krzysztofa kilka razy – przyznała na wstępnie. – Pracowałaś już dla niego? Bo nie widziałam cię ostatnim razem albo po prostu nie pamiętam. Wiesz, jest zwykle sporo pracy i trudno wszystkich poznać... 
– Nie, pierwszy raz pracuję dla Krzysztofa – odparła Roksana. Chciała dodać, że wcześniej pracowała już jako kelnerka (a w zasadzie czuwała nad całym lokalem), więc te klimaty nie są jej obce, ale dziewczyna ją uprzedziła i zaczęła wyrzucać z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego. 
– Kurcze, musisz uważać – ostrzegła Sabina. Roksana tylko otworzyła usta, nie zdążyła jednak nic powiedzieć. – Ostatnio też impreza odbywała się tutaj, nie dosyć, że zabłądziłam i spóźniłam się dobre dwadzieścia minut, to jeszcze zaparkowałam zaraz przy wejściu i dostałam niezłą burę od szefa. Cóż... Muszę przyznać, że rzeczywiście stary Golf mojej ciotki nie wpasował się w te piękne samochody gości, mercedesy i inne BMW – próbowała zażartować, ale w jej głosie dało się usłyszeć nutę zawodu i zazdrości. – Dlatego tym razem zaparkowałam, jak najdalej się dało, nie chcę ponownie go drażnić. Poza tym Krzysztof jest strasznym człowiekiem, uwierz mi, wszystko musi mieć zrobione na już, wszystko ma być idealnie, zapięte na ostatni guzik, dosłownie, bo mamy mieć tak zapięte koszule, ma niezłego fioła na tym punkcie, ech, szkoda gadać. Ale dziewczyny mówiły, że nie zawsze się zjawia, tylko na jakichś ważnych imprezach zawsze jest – dodała już, oddychając z ulgą. 
Roksana zauważyła, że Sabina wygląda na zdenerwowaną. Rozglądała się na boki, miętosiła w dłoniach rękawiczki, jej wzrok był nieco obłąkany. W dodatku strasznie dużo gadała i nie dopuszczała jej do słowa. Chociaż może to dobrze, bo Roksana wcale nie miała ochoty na normalną rozmowę z Sabiną. Przysłuchiwała się monologowi, co jakiś czas przytakując jakąś monosylabą. 
– Mnie wkręciła tutaj koleżanka – mówiła dalej Sabina – podpytała Krzysztofa w zaufaniu, czy nie znalazłoby się dla mnie miejsce, a że akurat potrzebował ludzi, to udało się i jestem. Cieszę się, zawsze jakaś kasa, prawda? Nie można rezygnować z takiej okazji, a coś mi się wydaje, że gdyby miał zebraną ekipę, nie wziąłby mnie kolejny raz, skoro tak bardzo się na mnie wkurzył. Zresztą sama jesteś nowa, to chyba zrozumiałe, że potrzebuje ludzi, prawda? 
– Tak – przytaknęła Roksana – myślę, że masz rację. – Uśmiechnęła się blado do nowej koleżanki, wzdychając w duchu i modląc się, aby ta przestała wreszcie gadać. Zastanawiała się, czy nie zabrzmiała zbyt lekceważąco, ale nie zauważyła żadnej zmiany na twarzy Sabiny, więc uznała, że dziewczyna nie wyczuła żadnego fałszu. Sama trafiła tutaj z polecenia Pawła, nie uważała jednak, aby rozpowiadać o tym na prawo i lewo, w dodatku komuś, kogo poznała kilka minut wcześniej. 
Po chwili na parking wjechała taksówka, wysiadło z niej dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Wszyscy roześmiani, głośni, w znakomitych humorach. Nie wyglądali na osoby, które przyjechały tutaj do pracy. Wysoki blondyn od razu wyciągnął z kieszeni kurtki paczkę papierosów i odpalił jednego. 
– Oni też ostatnio byli – zauważyła Sabina, mówiąc prawie szeptem. Roksana poczuła się nieco dziwnie, nie przywykła do tego, aby obcy ludzie jej się zwierzali, a nowo poznana znajoma szukała w niej sprzymierzeńca. Źle trafiła, Roksanie mimo wszystko bliżej było do kliki luzaków niż przejętej pracą studentki.  – Wyglądają na podejrzanych, nie sądzisz? – zapytała. – Ta dziewczyna to Kamila, podobno sypia z szefem – dodała jeszcze ciszej i zrobiła zniesmaczoną minę. Roksana zaczęła się zastanawiać, co pomyślałaby Sabina, gdyby ona przyznałaby się do sypiania z prawie obcym facetem – pewnie nie chciałaby się już zaprzyjaźniać. 
– Witam, drogie panie – odezwał się teatralnym tonem blondyn z papierosem, gdy podszedł nieco bliżej. Roksana przeniosła na niego wzrok, później zerknęła na pozostałą dwójkę. – Krzysiu już jest? 
– Nie ma – odpowiedziała chłodno Sabina. 
– O, Sabinka, nie poznałem cię – zwrócił się do niej protekcjonalnym tonem i zaśmiał. – A ty znowu tutaj? Po tym, jak ostatnim razem zbiłaś flaszkę wódki? 
– Musi odpracować – rzuciła dziewczyna, która przyjechała z chłopakami. Roksana przyjrzała się dokładniej wysokiej brunetce. Mimo niskiej temperatury rozpięła płaszcz, spod którego wystawała ciemna spódnica do kolan i prosta biała koszula; na nogach miała botki na niebotycznie wysokich szpilkach. Właśnie ten element ubioru Kamili zasugerował Roksanie, że ta może rzeczywiście sypiać z Krzysztofem. Po chwili odpędziła ten pomysł, ganiąc się za to, że myśli stereotypowo. Zresztą to nie jej sprawa, kto z kim sypia, sama wolała, aby jak najmniej osób wiedziało o jej relacji z Pawłem. 
– To było przypadkiem – żachnęła się Sabina, próbując bronić. Nie wyglądała na zadowoloną, że ktoś o tym publicznie wspomniał. – Ona nie stała w odpowiednim miejscu! 
– Jasne – zaśmiał się drugi chłopak. – Biednemu zawsze wiatr w oczy, wiemy, wiemy. – Zerknął w końcu na stojącą obok Roksanę i chwilę jej się przyglądał z zaciekawieniem. – Och, ale nie przedstawiłem się – zwrócił się do niej – jestem Tomek. To jest Kama, a ten piękny – wskazał kolegę palcem – to Adaś. 
– Roksana – odpowiedziała, a jej usta rozciągnęły się w wymuszonym uśmiechu. 
– Planujemy after po pracy, piszesz się? – odezwał się ten, który został przedstawiony jako Adaś. 
– Obawiam się, że mam inne plany – odparła Roksana. Mimo wszystko wolała spędzić wieczór po pracy z Pawłem, nawet jeśli miałaby położyć się i zasnąć w jego ramionach, to wydawało się znacznie ciekawsze niż jakiekolwiek after party. 
– Czyżbyś jak Kama czaiła się na któregoś z gości? – zaśmiał się Tomek, Adam też nie mógł się powstrzymać, zakrztusił się papierosowym dymem. Roksana powstrzymała się przed parsknięciem, chociaż nawet ją to rozbawiło. Widocznie to, co mówiła Sabina, mogło być prawdą, tylko że dla chłopaków był to powód do żartów. Pewnie sami czaili się na Kamę, wyglądała na taką, która rozpala zmysły facetów. 
– Spierdalaj, tępy chuju – zripostowała Kamila, uderzając Tomka stojącego obok niej z pięści w ramię. Chłopak skulił się, udając, że cios zabolał, tak naprawdę tylko nasiliło się jego rozbawienie. 
– Trafiłeś w dziesiątkę – odpowiedziała Roksana, mówiąc śmiertelnie poważnie. Starała się mówić spokojnie. Zadziałało. Towarzystwo na kilka sekund ucichło, Tomek zacisnął usta, później w jeden chwili otworzył je ze zdziwienia. Chciał coś powiedzieć, ale zupełnie go zatkało. Roksana nie patrzyła na resztę, tylko na Tomka, przydługie spojrzenie w jego oczy sprawiło, że stracił swoją pewność siebie. Dziewczyna uśmiechnęła się usatysfakcjonowana; domyślała się, że wszyscy mają wątpliwości, czy mówiła poważnie, czy tylko żartowała.
Nikt nie odezwał się już na ten temat, bo wszyscy w jednej chwili skupili się na dwóch kolejnych autach, wjeżdżających na parking. Z jednego wysiadły dwie kolejne dziewczyny, też zaparkowały dosyć daleko. Tuż przy grupie młodych zatrzymał się natomiast Krzysztof. Adaś na jego widok wzdrygnął się i szybko zadeptał peta, Tomek bąknął niezadowolony. 
– Kurwa, miało go nie być – mruknął pod nosem, odrywając wzrok od samochodu. Roksana spojrzała na Krzysztofa kątem oka. Spodziewała się, że to dosyć ważna impreza, przynajmniej tak opisywał ją Paweł, więc obecność Krzysztofa wydawała jej się zwyczajnie oczywista. Nie znała jednak zasad panujących w tej grupie, więc nie odzywała się. 
– Adam, co mówiłem ci o fajkach? – Krzysztof rzucił w stronę blondyna. – Jeśli któryś z gości poskarży się, że śmierdzisz petami, to twoja ostania impreza. 
O dziwo groźba Krzysztofa musiała być realna, skoro chłopak, wyższy od niego o głowę, skulił się i wyglądał na skruszonego. To również zdziwiło Roksanę, która miała Krzysztofa za flirciarza i luzaka, sądziła, że traktował wszystkich jak równych sobie. Kiedy poprzednio rozmawiali, dał się poznać właśnie jako taki człowiek. 
– Słuchajcie – zaczął, gdy nowo przybyłe dziewczyny zbliżyły się – Kasia rozchorowała się i nie może przyjechać. Wiem, że się cieszycie – zironizował – ale dzisiaj ja tutaj rządzę. Bez żadnych wpadek, rozumiemy się? – Spojrzał spod byka na Sabinę, która stała jak zaklęta w słup soli. – Udowodnijcie mi, że nie jesteście tylko bandą idiotów. Okej – klasnął w dłonie – ruszajcie na zaplecze. 
Wszyscy ruszyli z miejsca, Sabina jako pierwsza odwróciła się na pięcie i odeszła. Tomek uśmiechnął się filuternie do Roksany, reszta tylko przeszła, nie zwracając na nią uwagi. Jedna z dziewczyn rzuciła po cichu, że cholerna Kaśka musiała się rozchorować właśnie dzisiaj. Druga, że Adam i Tomek jak zawsze będą psuć atmosferę w grupie. Roksana pomyślała, że czeka ją bardzo długi wieczór. Z cichym westchnieniem ruszyła za resztą. 


Paweł z całych sił starał się nie okazywać swojego znużenia, chociaż to nie była łatwa sztuka. Skarcił siebie w myślach, gdy po raz kolejny tego wieczoru skubał koniec bordowego bieżnika. Później przerzucił się na serwetki z logiem firmy. Miał już serdecznie dosyć całego bankietu, small talk i przemówień traktujących o udanej współpracy. Najchętniej wymknąłby się po angielsku; przez chwilę nawet przymierzał się, aby niepostrzeżenie ulotnić się z sali, ale w porę dostrzegł, że Zimmermann miał go na oku. Wtedy Paweł zrezygnował z ucieczki, kiedyś już miał okazję rozmawiać z tym mężczyzną, gdy był niezadowolony i nie należało to do najprzyjemniejszych doświadczeń. Poza tym Zimmermann należał do dobrze zbudowanych facetów, pełnych krzepy i już sam jego widok sprawił, że człowiek stawał się potulny.
Pozostawała jeszcze Roksana – Paweł nie mógł jej zostawić samej, nie mógł też wpaść na zaplecze i jej stamtąd zabrać. Nie powiedziała tego wprost, ale bardzo cieszyła się z nowej pracy, zauważył to w sposobie mówienia i jak zachowywała się, gdy wspominała o dzisiejszym wieczorze. I chociaż Krzysztof pewnie nie miałby nic przeciwko takiemu porwaniu pracownika, Paweł nie mógł tego zrobić Roksanie – oboje wiedzieli, że to dla niej znaczy zbyt wiele – ten krok do przodu. 
Zastanawiał się tylko, dlaczego jeszcze nie widział Roksany na sali. Kręciło się wokół niego kilka kelnerek i kelnerów, ale jej nigdzie nie widział. Zwykle nie zwracał uwagi na obsługę, tym razem jednak skupiał się przede wszystkim na tym – liczył, że chociaż na chwilę nawiąże kontakt wzrokowy z dziewczyną, a może nawet dyskretnie muśnie jej dłoń. Uwielbiał to, jak Roksana na niego reagowała – nadal była nieco wystraszona, ale skrywała w sobie pokłady namiętność, które z przyjemnością odkrywał. Nie sądził, że w tak krótkim czasie przepadnie z powodu jakiejś kobiety, bo nigdy to się nie zdarzało. Obawiał się jednak tego, że nie potrafił siebie kontrolować i stał się zbyt nieostrożny, co mogło obrócić się przeciwko niemu. 
Rozejrzał się jeszcze raz po sali, wtedy ponownie poczuł na sobie ciężki wzrok Zimmermanna.
Niemiec zjawił się w firmie Pawła z samego rana, zapowiedziawszy się jedynie pół godziny wcześniej. Powiedział tylko, że skoro jest na miejscu, to chciałby omówić kilka ważnych spaw osobiście. Paweł, jako kierownik projektu wdrożenia systemu informatycznego we filii, którą zarządzał Zimmermann, musiał obowiązkowo się stawić na zwołane zebranie. Dzień nie zaczął się zbyt dobrze, Paweł miał nadzieję, że mimo wszystko skończy się znacznie lepiej. Po dosyć ciężkim dniu w pracy, przyjeżdżając na bankiet, był już zupełnie wyczerpany, ale starał się tego nie okazywać. Dobra mina do złej gry – udawał, że impreza bardzo mu się podoba.  
Po płomiennych przemówieniach rozpoczęła się nieco mniej oficjalna część, wtedy Paweł chciał zerknąć na zaplecze, szczególnie gdy zauważył nawet kręcącego się tam Krzysztofa, ale oczywiście nie zdążył. Zimmermann zatrzymał go, podchodząc z niewysokim panem, który już wcześniej mu towarzyszył. 
– Chciałbym ci kogoś przedstawić – powiedział po niemiecku, tonem nieznoszącym sprzeciwu, na co Paweł nie mógł nie przytaknąć. – Mój przyjaciel, Hermann Sieber – wskazał na szpakowatego mężczyznę stojącego obok. – Jest przedstawicielem jednego z niemieckich oddziałów z naszej firmy. Obaj mamy nadzieję, że nasza współpraca będzie się rozwijać.
– Również mam taką nadzieję – odparł kurtuazyjnie Paweł, jednocześnie przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę. Wcale nie chciał okazywać, że nie zainteresowała go ta rozmowa, ale to było silniejsze od niego. Zimmermann zauważył po jego zachowaniu, że Paweł niecierpliwił się. Zapewne o współpracy mogliby porozmawiać w każdej innej chwili, ale Niemiec widocznie chciał zrobić mu teraz na złość. Zimmermann nie znosił, gdy ktoś nie okazywał mu odpowiedniej ilości uwagi, trudno było go również ignorować, skoro to najważniejszy klient. 
– Szczerze liczę na to, że niedługo spotkamy się w Niemczech – dodał zadowolony Sieber.
Tego Paweł się nie spodziewał. Teraz już nie ukrywał swoich uczuć, rozmówcy musieli zauważyć, że był zaskoczony. Paweł przełknął ślinę, starał się zebrać myśli, jednak nic nie przychodziło mu do głowy. 
– Przepraszam, myślałem, że pan Zimmermann wspominał już o naszej propozycji – wyjęknął również nieco zmieszany Sieber. – Nie ukrywam, że chętnie widziałbym pana w naszym oddziale.
– W Niemczech? – zapytał Paweł, uśmiechnął się sztucznie. Czuł narastającą suchość w ustach, jednak musiał się przemóc, być stanowczym, a jednocześnie nie urazić rozmówcy. – Przykro mi, ale ta opcja niestety nie wchodzi w grę.
– Dlaczego? – zapytał Siebier trochę zbyt głośno, bo kilka osób odwróciło się, słysząc donośne Warum?!.
– Pan Paweł pewnie musi to przemyśleć, prawda? – wtrącił się szybko Zimmermann, posyłając brunetowi karcące spojrzenie. Paweł wziął głęboki oddech, zastanawiając się, co powinien powiedzieć. Wiedział, że musi uważać na słowa, jednak ta sytuacja go trochę przerosła. 
– Przepraszam, mam pewną sprawę do załatwienia – odparł po chwili Paweł, robiąc krok w tył. Sieber wyglądał na nieco zawiedzionego, ale po chwili dopadł go inny znajomy w dobrze skrojonym garniturze i zajął rozmową. Brunet już myślał, że uda mu się wymsknąć ze szponów Niemców, jednak gdy oddalił się o kilka metrów, znów dopadł go Zimmermann.
– Przemyśl sprawę – bardziej rozkazał, niż poprosił. – Hermann zatrudni cię na bardzo dobrych warunkach. Na pewno zarobisz znacznie więcej niż tutaj – dodał jeszcze, jakby ten argument miał go całkowicie przekonać.
– Nie o to chodzi... – zaczął Paweł, jednak Niemiec wszedł mu w słowo:
– A o co? Chyba nie powiesz mi, że zatrzymuje cię tutaj rodzina – powiedział odrobinę kpiąco. Paweł zacisnął szczękę, wcale nie ukrywał, że bezpośredniość i bezczelność Zimmermanna mu się nie podoba. Łączyła ich jedynie relacja zawodowa, a mężczyzna wchodził z butami w życie Pawła.  – Co za różnica, w którym mieście mieszkasz? – zapytał lekceważąco. – W Polsce, w Niemczech, nie ma to teraz dla ciebie różnicy – zawyrokował. 
– Nie wiem, skąd pan wie, ale to nie jest pana sprawa – odparł zdenerwowany Paweł. 
– Skąd wiem? – zaśmiał się Zimmermann. – Lubię dużo wiedzieć o ludziach, z którymi pracuję – przyznał. – Co prawda usłyszałem coś o tobie przypadkiem, ale wydaje mi się, że to dosyć cenna informacja, nie sądzisz? Paweł – powiedział przeciągle – poważnie się zastanów. Drugi raz mogę nie zapytać – dorzucił, przyglądając się znacząco.
Paweł odszedł bez słowa, Zimmermann już go nie zatrzymywał, chociaż obserwował bruneta, póki ten nie zniknął z pola widzenia. Paweł trafił w końcu na zaplecze, gdzie od razu natrafił na Krzysztofa. Wziął głęboki oddech. Zaczął się poważnie zastanawiać, czy nie opuścić bankietu. 
– Szukasz Roksany – Krzysztof zgadł od razu. – Wolałbym jednak, abyś jej nie rozpraszał – stwierdził rozbawiony. To wcale nie spodobało się Pawłowi. 
– Dlaczego? – zapytał, zbyt ostro, ale przez wścibskiego Niemca stracił nastrój do żartów.
– Bo przejęła moją rolę – odpowiedział zadowolony, ignorując podły humor kolegi. – Czuję się trochę niepotrzebny, kiedy twoja dziewczyna panuje nad całym zamieszaniem, nawet nad ludźmi – pokreślił. – Wspominała, że ma jakieś doświadczenie, ale nie sądziłem, że poradzi sobie tak dobrze.
– Ja też nie – odparł Paweł, a po chwili westchnął. – Już myślałem, że coś się stało – powiedział z ulgą w głosie. 
– Tak, ale chyba z tobą – zauważył Krzysztof, marszcząc czoło. – Co się stało?
– Nic – odparł lakonicznie, ale ugiął się pod karcącym wzrokiem przyjaciela. – Demony przeszłości, tyle. Mogę się zobaczyć z Roksaną? – poprosił. 

*

Tydzień wcześniej Roksana nie pomyślałaby nawet, że jakiś przystojny facet w garniturze zacznie ją całować w ciemnym pomieszczeniu, a ona nie będzie w stanie mu się oprzeć. Nawet nic sobie nie powiedzieli – Paweł zaciągnął ją w głąb korytarza, z dala od ciekawskich spojrzeń i przykrył jej usta swoimi. Dziewczyna zupełnie poddała się pocałunkom bruneta; nie potrafiła ustać na własnych nogach, jego dotyk sprawiał, że miękły jej kolana. Serce biło jak oszalałe, nie wiedziała, czy to z przejęcia, podniecenia, czy ze strachu, że ktoś ich może nakryć. Roksana nie widziała Pawła od rana, kilkanaście godzin sprawiło, że zdążyła zatęsknić. Chętnie ściągnęłaby z niego marynarkę, koszulę, wszystko, ale za moment musiała wracać do pracy, a Paweł na salę. Teraz starała się wyciągnąć z tej bliskości jak najwięcej, jego obecność była jej potrzebna do życia jak powietrze.
– Wracamy razem? – zapytała z nadzieją, kiedy na chwilę przestali się całować. Pogładziła policzek mężczyzny wierzchem dłoni.
– Nie wiem, czy to będzie możliwe – odparł, ale nawet w półmroku dostrzegł grymas niezadowolenia malujący się na ustach dziewczyny. – Chciałbym, Roksana – zapewnił ją. – Spotkamy się w domu, dobrze? Weźmiesz taksówkę, odpuść już sobie nocne autobusy. Widzimy się na miejscu.
Ujął jej twarz w dłonie i pocałował raz jeszcze. Roksana położyła dłonie na męskiej klatce piersiowej, czuła bijące z niej ciepło. Nie chciała się od niego odrywać, jęknęła nieprzyjemnie, gdy sam się odsunął, by spojrzeć jej w oczy. Wciąż jednak trzymał ją blisko siebie, obejmując nisko w pasie. 
– Zobaczymy się później – obiecał, robiąc krok w tył.
Roksana chwyciła Pawła za rękę i pociągnęła w stronę sali. Przed wejściem do kuchni uśmiechnęła się najpiękniej, jak potrafiła i cmoknęła go ostatni raz w usta. Dopiero gdy odszedł, odwróciła się i dostrzegła, że Krzysztof im się przyglądał. Napotkawszy spojrzenie dziewczyny, szybko przeniósł wzrok w inne miejsce. Przeszła obok niego bez słowa.
Kolejną osobą, którą spotkała była Sabina. Nie odezwała się do Roksany ani słowem, wyglądała na obrażoną, chociaż nie wiadomo dlaczego. Szybko się gdzieś schowała, pewnie w obawie przed kolejnymi poleceniami. Roksana przewróciła oczyma – przyjechała tutaj z myślą, aby wypaść jak najlepiej w nowej pracy, a nie nawiązywać przyjaźnie. Zresztą, nawet jeśli Krzysztof byłby zainteresowany dalszą współpracą, zapewne z kilkoma osobami nie spotkałaby się ponownie. Później natknęła się na Tomka, który cały czas szukał sposobu, aby jej zaimponować. Nie robiło to na niej jednak żadnego wrażenia. Może jeszcze rok wcześniej – owszem, a teraz Roksana nie zawracała sobie głowy szczeniackimi zagrywkami. Tomek odłożył tacę z pustymi kieliszkami po szampanie, odpiął ostatni guzik koszuli i odetchnął z ulgą. Uznał, że zasłużył na chwilę przerwy. 
– Serio, prowadziłaś jakąś knajpę? – zapytał, nie ukrywając zainteresowania. – Strasznie fajnie. Tylko jak to się stało, że trafiłaś tutaj? Może sama powinnaś zatrudnić takich jak my, aby obsługiwali trochę bogatszych ludzi od nas, co? – Rzucił jej łobuzerskie spojrzenie, Roksana prychnęła.
– Skoro sam kelnerujesz, to chyba powinieneś wiedzieć, że różnie w życiu bywa – odpowiedziała wymijająco. Tomek jednak nie odpuszczał i wciąż wgapiał się w nią, dając tym samym sygnał, że łatwo nie odpuści.
– Niech ci będzie – odparł w końcu. – Ale następnym razem musisz mi odpowiedzieć.
– Następnym razem... – westchnęła.
– Tak całkowicie szczerze – zaczął – nie sądziłem, że jesteś taka ogarnięta, serio. Kasia, która miała dzisiaj być, tylko wkurza ludzi, wiecznie się piekli, a ty ich jakoś... zorganizowałaś – zdziwił się. – I aż się chce ciebie słuchać – ponownie użył tonu głosu podrywacza.
– Kwestia wprawy – odpowiedziała dziewczyna, wzruszając ramionami. Tomek chciał coś jeszcze dodać, już zbierał się w sobie, ale niespodziewanie pojawił się obok nich Krzysztof, na którego widok Tomek wzdrygnął się i w jednym momencie zapiął guzik koszuli pod szyją. Widocznie wcześniej musiał podpaść szefowi. Krzysztof jednak niespecjalnie przejął się chłopakiem, od razu zwrócił się do Roksany.
– Możemy porozmawiać?
– Coś trzeba zrobić? – zapytała, a Krzysztof dał znak Tomkowi, że powinien się stąd zmyć. Zniknął, a dziewczyna została sam na sam z mężczyzną.
– Nie chodzi mi o pracę dokładnie tu i teraz – zaczął. Popatrzyła na niego spode łba, nie rozumiejąc, co miał dokładnie na myśli. – Domyślałem się, że łączy cię coś z Pawłem, w zasadzie zatrudniłem cię z jego powodu. Teraz okazało się, że nie będę mógł cię tak szybko puścić – sprostował, widząc niezadowoloną minę dziewczyny. – Polubiłem cię, bo chyba nie da się ciebie nie lubić, wiesz?
– To mi chciałeś powiedzieć? – zaśmiała się nerwowo, trochę się odsuwając. Wydawało jej się, że ma do czynienia z facetem, który podrywa swoje pracownice i chętnie zaciągnąłby ją do łóżka. Na to nie mogła mu pozwolić. Zamiast jednak osądzać go w podobny sposób jak Sabina i od razu sprzedać mu liścia, wolała się ulotnić. – Może jednak powinnam wrócić do pracy?
– Chodzi o Pawła – zaczął, a Roksana zatrzymała się w półkroku. Zdawała sobie sprawę, że to dzięki niemu znalazła pracę, ale nie przypuszczała, że Krzysztof zachce poruszyć jego temat. – Znam go trochę dłużej niż ty i wiem, że jest facetem, który nie robi głupich rzeczy. 
– Chcesz mi powiedzieć, że nie jest taki jak ty? – zapytała, zanim zdążyła ugryźć się w język. Krzysztof jednak zareagował lekkim uśmiechem, najwidoczniej nie przeszkadzała mu opinia, która krążyła wokół jego pracowników. Mogli grać w otwarte karty, dobrze. 
– Tak, dokładnie – przytaknął. – A ty i Paweł razem, rozumiesz, prawda?
– Niestety nie rozumiem – odpowiedziała szybko. Nie widziała sensu tej rozmowy, chciała ją już jak najszybciej skończyć. – Jesteśmy przecież dorośli. Widzisz coś złego w tym, że dwoje dorosłych ludzi spotyka się, sypia ze sobą...
Powstrzymała się przed powiedzeniem, że ze sobą mieszkają; Krzysztof mógł o tym nie wiedzieć, a mimo wszystko powinna uważać, co i komu mówi. Jej i Pawłowi zależało na dyskrecji, przypuszczała, że to na jakiś czas, póki sami nie oswoją się z nową sytuacją. 
– Nie, ja nie widzę – odparł szorstkim głosem. Roksana zaczęła się domyślać, że coś było nie w porządku. – Często zmieniam dziewczyny, bo jestem wolny, w przeciwieństwie do mojego kolegi.
Roksana zaśmiała się bezgłośnie. Popatrzyła na Krzysztofa z niedowierzaniem, on nie ugiął się pod jej ciężkim spojrzeniem i nie odszczekał tego, co powiedział. Wyglądał na bardzo poważnego, to ją bardzo niepokoiło. 
– Mógłbyś jaśniej? – poprosiła. Nie udało jej się ukryć drżącego głosu. Do głowy przychodziły jej najgorsze myśli, tysiące wątpliwości. Miała ogromną nadzieję, że Krzysztof zaraz je rozwieje, a ona spokojnie wróci do pracy.
– Nie wiem, co was łączy, ale z całą sympatią do ciebie, mam nadzieję, że nie wykorzystujesz jego sytuacji, trudnej sytuacji – odpowiedział całkiem szczerze. – On się do tego nie przyzna, ale wiem, że trudno mu było po przyjeździe z Wrocławia. Nadal czuje się osamotniony, wkurzony na rodzinę – zaznaczył. – Mam nadzieję, że nie robisz tego dla własnej przyjemności.
Roksana z każdym kolejnym wypowiedzianym przez Krzysztofa słowem przyglądała mu się z coraz większym osłupieniem. Gonitwa myśli utrudniała wyciągnięcie sensu z tej rozmowy, nadal nie do końca rozumiała, co mężczyzna chciał jej przekazać i dlaczego właśnie z nią rozmawiał o „trudnej sytuacji Pawła”. 
– Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha – zauważył Krzysztof. Roksana czuła, że zaraz może zemdleć. Oparła się ręką o stół i wzięła kilka głębokich wdechów.
– Trochę tak jest – mruknęła, zaciskając usta. 
– Nie chciałem cię zdenerwować – oznajmił. Dziewczyna nie wytrzymała i prychnęła jak kotka. Nie chciał? Trochę się nie udało, bo była bliska zejścia za zawał. – Ty też chyba nie chcesz później cierpieć, prawda? On do niej wróci, prędzej czy później, więc może będzie dla ciebie lepiej, jeśli nie zaangażujesz się w tę znajomość.
– Dzięki za radę – odrzekła Roksana łamiącym się głosem. Serce podeszło jej do gardła, ale mimo wszystko starała się zachować resztki spokoju. Wygładziła ręką spódnicę, poprawiła kołnierzyk i oznajmiła Krzysztofowi: – Wracam do pracy.

*

Paweł stanął przed drzwiami mieszkania kilka minut po północy. Nawet nie wiedział, czy Roksana zdążyła już wrócić. Wszedł do środka, licząc, że wreszcie będzie mógł pozbyć się ciężaru całego dnia ze swoich barków. Marzył o tym, aby odpocząć od wszystkiego. Musiał wykorzystać weekend jak najlepiej, aby zregenerować się przed kolejnym tygodniem. 
W mieszkaniu panował półmrok. Paweł ściągnął płaszcz, odwiesił go i od razu skierował swoje kroki do salonu, gdzie paliła się jedynie mała lampka. Tam na sofie siedziała Roksana, cały czas ubrana w ciuchy z pracy, pogrążona w swoich myślach. Kiedy stanął przed nią, popatrzyła na niego złowrogo. Paweł niewiele myśląc, zapalił jaśniejszą lampę. Wtedy dopiero dostrzegł w spojrzeniu Roksany coś niepokojącego. To była coś więcej niż zmęczenie. 
– Przepraszam, że tak długo... – zaczął z westchnieniem na ustach. Początkowo sądził, że jej niezadowolenie wzięło się z tego, że długo na niego czekała, a on do niej nie zadzwonił, nie dał znaku życia. 
– Nie musisz się tłumaczyć – wpadła mu w słowo Roksana. Szybko wstała i zrobiła kilka kroków w jego kierunku. Paweł zauważył, jak zaciska szczęki. Przypominała małą, wściekłą kotkę, która w jednej chwili mogła go boleśnie podrapać swoimi ostrymi pazurami. – Pamiętasz, że zostały mi do wykorzystania jeszcze dwa pytania?
– Oczywiście, że pamiętam – odparł, siląc się na uśmiech. Chciał dotknąć Roksany, ale ona natychmiast się odsunęła. To był dość niepokojący sygnał. – Coś się stało? Jest późno, nie mam ochoty na żadne gierki – wyjaśnił. Powstrzymał się, aby nie przewrócić oczyma, to mogło ją tylko jeszcze bardziej zezłościć. – Możemy pogadać jutro? – rzucił z nadzieją w głosie. 
– Nie – odpowiedziała natychmiast. – Chcę zadać ci te pytania teraz – wycedziła przez zęby.
– Dobrze więc – odparł zrezygnowany. – Pytaj. 
– Odpowiedz mi, proszę – podkreśliła – czy ty we Wrocławiu masz dziewczynę?
Paweł w jednej chwili zmarszczył czoło, dziwiąc się, że takie pytanie padło z ust Roksany, a w drugiej zaśmiał się, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Domyślił się, że to wszystko sprawka Krzysztofa. Nie wyglądał na zadowolonego, gdy zobaczył ich razem, szybko poskładał fakty w jedną całość i postanowił podzielić się spostrzeżeniami z Roksaną. Sam nie był święty, ale postanowił wmieszać się w sprawy kolegi. Zapewne z uwagi dla dobra obojga, pomyślał Paweł, przeklinając kolegę. 
– Nie, Roksana – odpowiedział po chwili. – Ja we Wrocławiu nie mam dziewczyny – zaprotestował chłodno. Mówił bardzo powoli, każde słowo wyraźnie. Roksana już chciała na niego warknąć, że kłamie i powinien wyszczekać prawdę, ale Paweł kontynuował: – Ja we Wrocławiu mam żonę – uściślił. 
Na dłuższy moment zapadła cisza. Mężczyzna przyglądał się Roksanie, na jej twarzy malowało się mnóstwo emocji, widział, że ostatkiem sił powstrzymuje się, aby nie zrobić mu krzywdy. Paweł poluźnił krawat i odpiął guzik przy kołnierzyku, nagle zrobiło mu się duszno. Nie ruszył się jednak z miejsca, wciąż patrzył Roksanie w oczy. 
– Mam jeszcze jedno pytanie – oświadczyła dziewczyna, nie odnosząc się do poprzedniej odpowiedzi. Chwilę zbierała się, szukając w sobie odwagi. – Dlaczego to zrobiłeś?
– Dlaczego? – Zastanowił się. W głowie pojawiło się mnóstwo odpowiedzi, ale tylko jedna była właściwa. Od początku ich znajomości nie pojawiła się żadna myśl, która podpowiedziałaby mu, że powinien postąpić tak, a nie inaczej. Nie kierował się żadnym planem, po prostu to zrobił. – Dlatego, że mogłem.
– Tylko tyle?
Roksana była bliska płaczu. Odwróciła się, odeszła kilka kroków, zaczęła krążyć po salonie. Paweł tylko jej się przyglądał. Mógłby przysiąc, że usłyszał, jak dziewczyna zgrzyta zębami ze złości i bezradności. 
– Opowiedzieć ci historię mojego życia? Myślisz, że to coś teraz zmieni? – rzucił w jej kierunku. – Zauważyłem walizkę stojącą w korytarzu, zaraz stąd wyjdziesz i być może już nigdy się nie spotkamy – oznajmił gorzko, boleśnie świadom znaczenia swoich słów. 
– Ja ci się zwierzyłam – zauważyła Roksana. Paweł jednak nie uważał, aby powinien odwdzięczyć się tym samym. Dla niej wygadanie się było formą terapii, dla niego stanowiło to już tylko rozdrapywanie ran. – Pomogłeś mi, a ty mi sobie nie pozwoliłeś – zauważyła, wreszcie stając w miejscu i ponownie spoglądając na mężczyznę. 
– Nie rozklejaj się – poprosił protekcjonalnym tonem. Roksana była jednak zbyt roztrzęsiona, aby jakoś zareagować. 
– W tych włosach... przypominam ci ją, prawda? – Paweł nie odpowiedział, ale domyślała się, że tak. – Powiedz mi, błagam, dlaczego?
– Nie wiem – odezwał się w końcu. Teraz on sam zaczął krążyć między kuchnią a salonem, bojąc się spojrzeć na dziewczynę, która bacznie obserwowała każdy jego najmniejszy ruch. – Przykładny Paweł Macewicz, idealny i nudny mąż nigdy by tego nie zrobił. On tylko chodził do pracy i dbał o żonę, która zajmowała się domem. A kiedy pojawiła się okazja, żeby coś zmienić, być może na lepsze, to kochana żona oznajmiła, że ona nigdzie nie wyjedzie – powiedział, nie kryjąc frustracji. Tego się właśnie bał, te emocje wciąż były w nim żywe. – Nie musiała pracować, nie musiała nic robić, a jednak nie zgodziła się na przeprowadzkę, chociaż Poznań nie jest końcem świata. W końcu całą rodzinę, matkę, siostry, przyjaciółki ma we Wrocławiu. Więc ją zostawiłem, w zasadzie zrobiłem to bez żalu. 
– Tak trudno było to z siebie wyrzucić? – wybąknęła Roksana. 
– Tak, to było trudne – przyznał w końcu.
Długo jeszcze mierzyli się wzrokiem, ale oboje zdawali sobie sprawę, że właśnie nadszedł koniec ich krótkiej, aczkolwiek bardzo intensywnej znajomości. Paweł wiedział, że w jakiś sposób będzie za Roksaną tęsknił. Nie tylko za jej pięknym ciałem i nieskończonymi pokładami miłości, ale również za jej naiwnym spojrzeniem na świat, które również w nim coś zmieniło. 
– Nie mam prawa pytać – odezwał się ponownie – ale powiedz mi, co zamierzasz?
– Jadę do Pauliny – szepnęła. Nie mogła mówić głośniej, głos jej drżał, a nie chciała się przy nim rozpłakać. Mogła to zrobić dopiero za drzwiami. Paweł również nie chciał widzieć jej łez, nie kiedy widzieli się po raz ostatni. 
– Nie teraz, później – doprecyzował. – Chodzi mi o twoją przyszłość. 
– Krzysztof chce mnie widzieć na kolejnym bankiecie – powiedziała cicho, a na jej ustach pojawił się nawet cień uśmiechu. Paweł poczuł ulgę, spadł mu kamień z serca. 
– Cieszę się – odparł całkowicie szczerze. 
– Muszę już iść. 
– Tak, musisz. 
Roksana podeszła do stolika i pochyliła się nad nim, dopiero wtedy Paweł zauważył, że cały czas trzymała w dłoniach klucze. Odłożyła je, wyprostowała się i patrzyła na nie kilka sekund. Później minęła Pawła bez słowa pożegnania. Włożyła płaszcz, wzięła swoją walizkę i wyszła. 
Paweł myślał, że Roksana zniknęła z jego życia na zawsze. Stał jeszcze minutę w tym samym miejscu, starając się oswoić z ciszą pozostawioną w mieszkaniu. W końcu sam podszedł do ławy, wyciągnął rękę po pęk kluczy. Wtedy zauważył, że Roksana zostawiła pierścionek. Westchnął. Chciał za nią biec i ponownie ją skarcić, bo nie miała już robić głupich rzeczy. Po chwili jednak wziął go w palce, przyjrzał się mu dokładnie i schował do kieszeni.
Postanowił zachować jedyną pamiątkę po tej dziewczynie. 

*

Paulina nie wyglądała na zaskoczoną widokiem Roksany stojącej w progu mieszkania, w dodatku taszczącą za sobą walizkę. Zwróciła tylko uwagę na jej nowe włosy, nic poza tym. Poczekała, aż koleżanka się rozbierze i przyjdzie do kuchni. Wstawiła wodę, wyciągnęła kubki, zastanawiając się, co powinna jej powiedzieć po tych kilku dniach nieobecności. 
– Zrobię kawę – oznajmiła. To nic, że zbliżała się pierwsza w nocy. Roksana tylko skinęła głową, godząc się na propozycję Pauliny. – Nie byłaś u rodziców, co? – zgadła współlokatorka. 
– Nie – odpowiedziała lakonicznie Roksana. Usiadła ciężko na taborecie, głowę opierając o zimne kafelki. Paulina popatrzyła na koleżankę, zrobiło jej się smutno. Wiedziała, że dziewczyna długo nie pozbędzie się tej pustki, którą od razu dostrzegła w jej szarych oczach. 
– Szybko zapomnisz – próbowała choćby frazesem pocieszyć Roksanę. Ta jęknęła nieprzyjemnie, próbowała powstrzymać napływające do oczu łzy, ale już dłużej nie potrafiła.
Roksana wiedziała, że na pewno nie zapomni. Nigdy. 


***
Koniec. 
***

Opowiadanie zakończone, komentowanie jednak nadal jest możliwe – zachęcam do skorzystania z tej opcji, to naprawdę nie boli! 

Kontakt: schwammka@gmail.com